We wtorek, 27 stycznia, ministranci i marianki pojechal zdobywać Kraków. Towarzyszył im opiekun, o. Meclhziedek.

Relacja Agaty Krzyk:

Wcześnie rano wyruszyliśmy pociągiem z Zabrza do Krakowa. Ani się obejrzeliśmy byliśmy już u celu, a dobry humor udzielał się każdemu od początku. Prosto z dworca przemaszerowaliśmy do kościoła Mariackiego, by zanieść naszą wspólną modlitwę o szczęśliwy i bezpieczny pobyt w Krakowie. Co krok czekały na nas atrakcje: Sukiennice, pomnik Mickiewicza, kościoły ojców Dominikanów i Franciszkanów, no i słynne papieskie okno, z którego Jan Paweł II podczas swoich polskich pielgrzymek rozmawiał z młodzieżą.

W południe zameldowaliśmy się w hotelu, chwilkę odsapnęliśmy i poszliśmy do kościoła ojców franciszkanów reformatów. Nasza pierwsza krakowska msza święta. Szybko zapadł zmierzch, ale okazało się, że w zwiedzaniu Krakowa wcale to nie przeszkadza. Podświetlony dziesiątkami lamp Wawel prezentuje się naprawdę okazale. 

Nazajutrz po wspólnym śniadaniu udaliśmy się znowu do ojców franciszkanów reformatów na wspólną Eucharystię. Tuż po niej zaprowadzono nas do kościelnych podziemi, w których spoczywają ciała zmarłych zakonników i dobroczyńców klasztoru. Aż nie chciało się wierzyć, że pochowani zostali tu kilkaset lat temu. Podobno to specyficzny mikroklimat tego miejsca sprawia, że ciała są bardzo dobrze zachowane.

 Zwykły turysta nie ma szans tutaj jednak trafić, bo podziemia kościoła otwierane są tylko z okazji dnia Wszystkich Świętych i Zaduszek. Choć każdy z nas nadrabiał trochę miną i nie dał po sobie poznać strachu, chyba z ulgą wyszliśmy wreszcie do świata żywych. Następnym punktem wycieczki było zwiedzanie Wawelu. Przewodnik pokazał nam komnaty królewskie i katedrę. I wymieniał tyle dat oraz nazwisk, że ledwo za nim nadążaliśmy. Obiad (w prawdziwej restauracji) smakował nam wybornie, ale na dłuższy odpoczynek nie było szans, bo już musieliśmy biec do autobusu, który zawiózł nas do Tyńca. To miasteczko pod Krakowem oddalone o pół godziny jazdy z przepięknym starym opactwem benedyktynów. Właśnie wchodziliśmy na klasztorny dziedziniec, gdy spotkaliśmy ojca Leona Knabita. Może nie wszyscy go znają, więc objaśniamy: to jeden z najmądrzejszych i najbardziej oczytanych Polaków. A w dodatku, jak się przekonaliśmy, bardzo sympatyczny, zamienił z nami kilka zdań. 

Z Tyńca zdążyliśmy do Krakowa na tyle wcześnie, że udało się nam jeszcze pospacerować uliczkami wokół rynku. Im bliżej wieczoru tym ludzi przybywa, całkiem odwrotnie niż w Zabrzu. Ale nie mogliśmy zostać z nimi, bo trzeba było ruszać do domu.

© 2017 Franciszkanie Zabrze. All Rights Reserved.
Free Joomla! templates by Engine Templates